Życie-i-śmierć

Zbliżający się dzień zmarłych jest dobrym pretekstem, żeby pomówić o śmierci. Nie jest to temat, o którym większość z nas chętnie rozmawia, ale przy tej okazji wydaje się być ku temu pewna otwartość.
Z buddyjskiej perspektywy skonfrontowanie się ze swoją własną nietrwałością, zaakceptowanie, że my także umrzemy, paradoksalnie pomaga bardziej docenić to życie, które mamy. W buddyzmie mówi się często o życiu i śmierci jako współzależnej całości, a nie tylko jako o wykluczających się przeciwieństwach. 
Roshi Kosho Uchiyama w jednej ze swoich książek zamieścił ciekawy ideogram, który był złożony z dwóch znaków – życia 生 i śmierci 死. Dolna linia znaku „życie” była wspólna z górną linią znaku „śmierć”. Został on stworzony przez kapłana buddyjskiego, który umierał na raka i zapytał Roshiego, jakby odczytał ten znak. Wyglądał on tak:

Roshi odpowiedział mu, że linia łącząca oba znaki, to w jego rozumieniu „tu i teraz”, a cały ideogram odczytał jako „bezforemne życie przed jakimkolwiek podziałem na życie i śmierć”.
W buddyzmie zen często jest mowa o wykraczaniu poza życie i śmierć. Dogen Zenji napisał sławny tekst na ten temat.
Co to znaczy „wykraczanie poza życie i śmierć”, czy też „bezforemne życie przed jakimkolwiek podziałem na życie i śmierć”?
W buddyjskim rozumieniu rzeczywistości, w niczym nie ma czegokolwiek stałego. Wszystko powstaje i zanika w każdej chwili, a jednocześnie jest współzależne i powiązane ze sobą. Tak de facto wygląda życie każdego z nas. Jedyny prawdziwy, rzeczywisty czas to teraz. Jednakże, używanie tego słowa, koncepcji „teraz” jest jedynie pewną umową, czymś względnym. To, czym w rzeczywistości jest „teraz” zmienia się z chwili na chwilę i nie da się tego w żaden sposób zobaczyć czy uchwycić. Można jedynie „teraz” być. Jeśli o tym pomyślimy, to nie jest to już tym (choć myśl sama w sobie też jest teraz). Ważne jest, aby zrozumieć, że buddyjskie tu i teraz, nie jest ucieczką od czegokolwiek, ani niczego nie wyklucza (nie oznacza to beztroskiego dryfowania i zaniedbywania swojego życia), ale wręcz odwrotnie zawiera w sobie cały czas oraz całą przestrzeń. W kontraście relatywny czas, który dla większości z nas wydaje się być jedynym możliwym rozumieniem czasu, jest pewnego rodzaju fikcją. Musimy mówić o wczoraj, dziś, jutrze, aby móc funkcjonować na relatywnym poziomie i się jakoś porozumieć. Jednakże dobrze mieć świadomość, że jest to jedynie pewna umowa. Jeśli ktoś wierzy, że istnieje jedynie w linearny sposób, jako jakaś niezmienna istota poprzez czas i przestrzeń, przeważnie ma w swoim życiu wiele problemów oraz zmartwień. Czyli tak naprawdę, dotyczy to większości z nas.
W jednym ze swoich tekstów Dogen Zenji mówi, że życie rodzi się i umiera w każdej chwili sześćdziesiąt pięć razy. Używa on tradycyjnego terminu „kszana”, której długość definiowana jest jako czas pstryknięcia palcami. W praktyce zen oznacza to puszczanie wszystkiego z chwili na chwilę i zawsze działanie/bycie tu i teraz (czyli innymi słowy bezustanne praktykowanie zazen). Tym jest „bezforemne życie przed jakimkolwiek podziałem na życie i śmierć” oraz „wykraczanie poza życie i śmierć”. Nie jest to żadna koncepcja, idea, filozofia, ale działanie. Buddyjska praktyka jest zawsze o działaniu, życiu, docenianiu tej wspaniałej możliwości bycia żywym tu i teraz, w tej chwili. To życie nie jest gonieniem do jakiejś mety, ponieważ w rozumieniu start-meta, tą metą byłaby nasza śmierć. Życie jest raczej byciem każdym krokiem, smakowaniem go, jednocześnie zmierzając ku różnym względnym celom. Jednakże, jeśli nie jesteśmy tak bardzo do nich przywiązani, czy też nie żądamy, aby życie bezwzględnie musiało być w jakiś sztywny sposób, to nawet jeśli nie uda nam się ich zrealizować, będziemy mogli znaleźć jakiś poziom zadowolenia czy spełnienia i choć trochę spokoju. Roshi Uchiyama nazywał to: „byciem zadowolonym pośród niezadowolenia” oraz „zmierzaniem do ostatecznego miejsca istnienia dla człowieka, w którym już jestem”, a także „zwyczajną głębią chwili obecnej, stającą się jeszcze bardziej chwilą obecną (genjo koan)”.

Na koniec jeszcze dwa wiersze Roshiego Uchiyamy na ten temat:

Życie-i-śmierć

Woda nie pojawia się, kiedy zostaje wlana do wiadra przyjmując jego formę.
W takiej chwili wiadro wypełnia się wodą całego wszechświata.
Woda nie znika, ponieważ zostaje wylana z wiadra.
W takiej chwili woda całego wszechświata powraca do całego wszechświata.

Kiedy rodzi się osoba, życie się nie rodzi.
Życie całego wszechświata zostaje wlane w sztywną i twardą koncepcję „ja”.
Kiedy osoba umiera, życie nie znika.
Jedynie życie całego wszechświata zostało wylane z tej sztywnej i twardej koncepcji „ja” na powrót do wszechświata.

Moja modlitwa

Chcąc jedynie lepszego, bardziej wygodnego życia,
wszyscy chcą tylko wdychać,
narażając się na kryzys uduszenia.
Tym jest masowa kultura XX wieku.

Modlę się o dzień,
kiedy ostateczna mądrość zacznie działać w ludzkich istotach.
Kiedy to staniemy się świadomi,
że oddech to zarówno wdech, jak i wydech,
że życie-i-śmierć tworzą jedno życie.

Ten nowy rodzaj ludzkiej istoty,
całkowicie przeżywającej siłę życia, taką jaka jest,
obejmującą zarówno życie, jak i śmierć,
świecącą jasno z głębin Życia.
Oby była ona jasno podtrzymywana dla ludzi XXI wieku.

 

  •  
  •