Jak przyrządzać swoje życie część 3 – Oświecenie Buddhy

„Zanim uczynisz jeden krok, jesteś u celu”

W Japonii szczególnie w szkole zen ósmy grudnia jest dniem upamiętnienia oświecenia Buddhy Siakjamuniego. Jest to tradycja, którą w Japonii jako pierwszy zapoczątkował Dogen Zenji po swoim powrocie z Chin. Również z tej okazji w wielu świątyniach zen na początku grudnia odbywa się sesshin nazywane „Rohatsu”. Termin ten oznacza ósmy dzień dwunastego miesiąca. Na zakończenie tego sesshin, w tradycji Soto Zen po północy z 7 na 8 grudnia, odbywa się ceremonia oświecenia Buddhy. Nawiązuje to do życia Siddharty Gautamy zwanego Buddhą, który według przekazu zen, po wielu latach poszukiwań siebie i sensu życia, siedząc w nocy w zazen podniósł wzrok i zobaczył gwiazdę jasno świecącą na porannym grudniowym niebie. Wykrzyknął wtedy w zadziwieniu, że to on tak świeci lub według innej wersji, że przebudził się razem ze wszystkim. Od tego czasu zaczął nazywać siebie Buddhą, co znaczy Przebudzony.
Jak to się ma do wizji oświecenia Dogena Zenji, który nauczał, że oświecenie, urzeczywistnienie czy też potwierdzenie (po japońsku jest to jedno słowo satori) jest praktyką. Dogen nie negował personalnego „doświadczenia” tego typu, ale w jego rozumieniu oświecenie jest czymś o wiele szerszym i dotyczy sposobu przeżywania całego życia. Z perspektywy Dogena Zenji przebudzenie czy też oświecenie Buddhy było jego całym życiem. Szczególnie część, kiedy wstał już spod drzewa, zszedł z góry i zaczął wędrować po Indiach dzieląc się z innymi swoim doświadczeniem oraz praktyką.

Jedną z najważniejszych nauk, którą można znaleźć w „Tenzo kyokun” jest to, że „nic w całym wszechświecie nie jest ukryte”. Według Dogena Zenji oświecenie nie jest to coś, co było schowane, a teraz nagle jest odkryte. Przypomina to bardziej zobaczenie tego, co zawsze widoczne z innej perspektywy. Oświecenie i złudzenia zawarte są w sposobie przeżywania naszego życia oraz naszej relacji do wszystkiego – ludzi, zwierząt, rzeczy, zjawisk, wydarzeń, myśli, uczuć, w tak zwanym „wewnątrz” i „na zewnątrz”. W „Genjo koan” mówi o tym tak: „Złudzenia, to praktyka będąca osiąganiem urzeczywistnienia, jako ja stojące naprzeciwko wszystkiego. Oświecenie jest praktyką będącą  urzeczywistnianiem wszystkich rzeczy, jako współzależnych i nieoddzielonych od ja.”

W „Tenzo kyokun”, aby to wyjaśnić używa metafory trzech umysłów – wielkiego, troskliwego i radosnego.
Pierwszy z nich to widzenie wszystkiego w jak najszerszy sposób, nie wykluczając niczego, ale obejmując wszystko. Nazywa to „wielkim umysłem”, który jest rozległy jak niebo i nieporuszony jak góra. Większość ludzi chciałaby wyeliminować część siebie i życia zawierającą ból, chorobę, starość, śmierć. Jednakże wyzwolenie to objęcie także tego, osadzenie się pośród nietrwałości oraz ciągłej zmiany, czyli tego, jak naprawdę wygląda rzeczywistość. Nie uciekanie od niczego i nie gonienie czegokolwiek, ale bycie tym, co jest.
To współbycie ze wszystkim sprawia, że naturalnie i równolegle pojawia się bliskość, współodczuwanie ze wszystkim, które Dogen Zenji określił jako „troskliwy umysł”, dosłownie „umysł babcinej dobroci”. Oznacza to czynienie dobra, ponieważ jest to prawdziwą naturą życia. Wspieranie i wspomaganie siebie nawzajem, to jak jedna ręką pomagająca drugiej, albo pięć palców, każdy inny, ale działające jako całość czyli jedna dłoń.
Z tego współbycia i współodczuwania wyłania się „radosny umysł”. Nie jest to radość przyjemności w opozycji do jej braku, ale w tej radości zawarte jest całe życie, zarówno wesołe, jak i smutne chwile, zarówno narodziny, jak i śmierć, zdrowie i choroba, młodość i starość, wiosna, lato, jesień i zima. Dogen Zenji pisze o tym radosnym umyśle, jako o przygotowywaniu posiłków przez tenzo dla wspólnoty praktykujących. Jest to często ciężka praca wymagająca wiele wysiłku i pozornie nie mająca związku z tym, co zwykle uważane jest za radość.
Radość, o której tu mowa, to radość samego istnienia, podążania za naszą prawdziwą naturą czy też naturą buddhy.
Dla Dogena Zenji natura buddhy nie jest czymś, co się ma, ani nie jest to potencjał do przebudzenia, jak to jest często rozumiane w innych szkołach buddyjskich, ale istnienie (współistnienie) samo w sobie jest naturą buddhy.

Wracając do Buddhy i jego przebudzenia ósmego grudnia, w tradycji zen mowa jest o tym, że każdy może urzeczywistnić to samo przebudzenie w swoim własnym życiu. Tym jest sedno praktyki zen. Nie jest to czymś tylko dla wybranych, specjalnych ludzi, gdzieś indziej. Ta „gwiazda” jest zawsze obecna tu i teraz w każdej chwili, w życiu każdego z nas. Żeby ją zobaczyć trzeba otworzyć oczy i „tylko patrzeć”, nastawić uszu i „tylko słuchać”, poza wszelkim osiąganiem, sensem, wiedzeniem.

Poniżej sławny obraz chińskiego malarza i mnicha buddyjskiego  Liang Kai zatytułowany „Buddha schodzący z góry”. Zawsze lubiłem w tym wizerunku Buddhy jego człowieczeństwo. Nie ma tu żadnych fajerwerków, cudów, nadprzyrodzoności, a z obrazu emanuje głęboki spokój i pogodzenie z sobą samym, tym co jest, zmierzanie ku światu, ku życiu. Nasuwa mi się tu stary koan, który będzie dobrym podsumowaniem i zakończeniem:
Mnich zapytał mistrza: Jakie jest znaczenie przybycia Bodhidharmy z Zachodu (innymi słowy co to jest buddyjska prawda o życiu przekazywana w zen).
Mistrz odparł: „Siedzenie długie godziny w zazen i bycie zmęczonym.”

  •  
  •