Forma i nie forma

Buddyści na Zachodzie, prawie od początku pojawienia się tutaj tej tradycji duchowej, dyskusją na temat tego, jak powinien wyglądać „buddyzm zachodni”. Pośród różnych opcji i punktów widzenia są konserwatyści, liberałowie, rewolucjoniści oraz różne odcienie pomiędzy. Dyskutowane jest, co odrzucić, a co zostawić, co jest istotą, a co jedynie kulturową otoczką. Są też tacy, którzy praktykując de facto buddyzm (lub praktykę wywodzącą się lub opierającą na tej tradycji), upierają się, że nie jest to buddyzmem, ani tym bardziej żadną religią czy czymkolwiek w tym guście.
Ciekawą rzecz powiedział japoński kapłan zen Shohaku Okumura, który od wielu lat mieszka i naucza zen w Stanach Zjednoczonych: „Oczywiście kiedyś pojawi się amerykański (czy polski buddyzm), ale potrzeba na to czasu. Jeśli ta adaptacja odbędzie się zbyt szybko i trochę sztucznie czy na siłę, to coś istotnego może zostać utracone.”

W dzisiejszych czasach ogólnego przyspieszenia wszystko musi odbywać się szybko, wręcz natychmiast. Jednakże, patrząc dla przykładu na buddyzm w Japonii, od chwili jego pojawienia się w tym kraju w VI wieku, do momentu kiedy została przeniesiona tam szkoła zen, minęło kolejnych sześć wieków. Zanim buddyzm chiński i koreański, który przyjęto pierwotnie w Japonii, nabrał cech bardziej japońskich także upłynęło kilka stuleci i był to proces stopniowy. Nie twierdzę, że obecnie też musi to trwać aż tak długo, ale jak na razie „tradycja” buddyjska w Polsce ma może 40 góra 50 lat, jeśli chodzi o bardziej zorganizowane formy praktyki. Wydaje się, że nie jest to zbyt długo w kontekście historii całego buddyzmu.
Mój punkt widzenia (który jest tylko moją ograniczoną jednostronną opinią) na dyskusję, czy przenosić pewne rytuały mające charakter bardziej kulturowy, używać tradycyjnych szat, a nawet czy używać pojęcia czy wizerunku buddhy, jest sprawą drugorzędną, raczej kwestią personalnego smaku czy preferencji niż istoty. Dogen Zenji pisał, że nie powinno się spierać co do wyższości nauk jednej szkoły buddyjskiej nad innymi, ale jedynie popatrzeć, czy praktykowanie treści tego, co te nauki niosą, jest prawdziwe czy nie. Jest takie powiedzenie z innej tradycji, które by tu pasowało: „po owocach ich poznacie”. Dla mnie najważniejsze jest, czy ktoś naprawdę żyje tym, co nazywa praktyką, bez względu na to, czy określa to „mindfulness”, „uważność”, „buddyzm”, „zen”, „buddyzm bez buddyzmu”, czy jakkolwiek.
Z drugiej strony wydaje mi się, że nie jesteśmy w stanie uciec od formy jako takiej. Nawet jeśli twierdzimy, że to, co robimy, jest bez formy, to i tak ma to jakąś formę. Każda grupowa działalność w nieunikniony sposób tworzy pewne reguły czy rytuały bardziej czy mniej oficjalne. W zen różne zwyczaje czy rytuały wynikają bardziej z praktycznego podejścia, a nie są „sztuką dla sztuki” czy formą wojskowego drylu, jak chcą niektórzy to widzieć. W wielu religiach krytykuje się „puste rytuały” (choć w buddyzmie takie stwierdzenie może mieć zupełnie odwrotne znaczenie).
Nauczanie  Dogena Zenji opiera się na praktykowaniu życia poprzez różne formy i rytuały. Rytuał jest zręcznym środkiem, aby zobaczyć, że wszystko, co w życiu robimy, jest swoistym rytuałem i praktyką. Istotą praktyki Soto Zen nie jest pusta (w sensie negatywnym) forma, ale rytuał jako głęboka praktyka religijna. Kilka tekstów Dogena Zenji, patrząc z punktu zachodniego rozumienia religii czy duchowości, trudno jest zakwalifikować jako tekst o „praktyce duchowej”. Jeden z nich mówi o praktyce w toalecie w bardzo szczegółowy sposób, a inny o praktyce porannego mycia twarzy czy mycia zębów.
W tym kontekście można by zadać pytanie, czym jest duchowość czy religijne życie?
Dla buddysty zen religię czy duchowe życie można na równi odnaleźć w toalecie, jak też w czasie tak zwanych religijnych podniosłych rytuałów w świątyni. Zarówno w codziennej pracy czy interakcji ze wszystkimi, których spotykam w życiu, jak też w czasie medytacji siedząc twarzą do ściany sam na sam ze sobą.
Dogen Zenji był bardzo elokwentnym i kreatywnym pisarzem. W swoich tekstach reinterpretował on wiele tradycyjnych nauk buddyjskich tak, aby w jego mniemaniu w jeszcze bardziej klarowny sposób wyrazić to, o czym mówią.
W rozdziale Shobogenzo zatytułowanym „Kenbutsu – Widzenie buddhy” cytuje on fragment Sutry Diamentowej, którego standardowe odczytanie brzmi: „Widzenie formy jako nie formy (czy poza formą) jest widzeniem Tathagaty (buddhy albo dosłownie takości czyli rzeczywistości taka, jaka jest).” Jednakże odczytanie tego fragmentu przez Dogena jest inne. „Widzenie jednocześnie formy i nie formy jest widzeniem buddhy czy takości.” Przypomina to jego inne sławne słowa odnośnie zazen: „Myślenie nie myślenia. Poza myśleniem.”. W rozumieniu Dogena Zenji praktyka, która jest tożsama z urzeczywistnieniem, czy też praktyka będąca sama w sobie potwierdzeniem, nie jest negacją myślenia czy formy, ale dokładnie ta forma taka, jaka jest, jednocześnie jest nie-formą czy poza formą, albo bezforemna. Jednakże, jak powiedział on w Bendowa: „Ta rzeczywistość (dharma) nie pojawia się bez praktyki i nie jest urzeczywistniana bez potwierdzenia”. Trzeba zawsze pamiętać, że buddyzm to działanie (praktyka-potwierdzenie), sposób życia, a nie teoria. W kontekście Soto Zen jest nieprzerwanym praktykowaniem „puszczania ciała i umysłu”, innymi słowy praktykowaniem zazen. Nie jest sprawą kluczową czy odbywa się to w tradycyjnej szacie czy w zwykłym ubraniu, czy w kontekście skomplikowanego rytuału czy bez żadnej szczególnej formy. Jednakże dobrze jest pamiętać, że forma i treść nie są dwoma w rozumieniu mistrza Dogena. Często jego teksty mają formę kolażu z cytatów zaczerpniętych zarówno z klasycznych sutr, jak i z koanów czy powiedzeń chińskiego czan, którym zwykle nadaje nowe, czasem zaskakujące i odkrywcze znaczenia. Przykładem tego jest rozdział Shobogenzo zatytułowanym Gabyo – Obraz ciastka ryżowego, który dla mnie jest wspaniałym popisem jego wirtuozerii w wyrażaniu dharmy. Poza podobnym przekazem, jaki można znaleźć na przykład w klasycznej Sutrze Serca, tekst ten ma w sobie jakieś nieuchwytne piękno i jest wspaniałą poetycką wizją, gdzie forma i treść wzajemnie się przenikają.

 

  •  
  •